Moja historia — od urzędniczki do wirtualnej asystentki

Jeszcze do niedawna karmiłam się przekonaniem, że praca, którą się lubi to luksus niedostępny dla zwykłego śmiertelnika. Usprawiedliwiałam w ten sposób swój brak inicjatywy w poszukiwaniu zajęcia nawet nie tyle wymarzonego, ile w ogóle innego zajęcia. 

Chcesz poznać moją historię i dowiedzieć się, jak zostać wirtualną asystentką? Czytaj dalej. 

Przez 11 lat wrosłam w środowisko urzędu. Nie mogłam pozbyć się wdrukowanego przekonania, że państwowy etat to najlepsze, co mogło mnie spotkać. W najśmielszych marzeniach nie roiła mi się transformacja od urzędnika do freelancera. Zwłaszcza freelancera. 

Najważniejsza jest motywacja.

Każdy pewnie miał w życiu taki moment, w którym powiedział sobie: “Nie, tak dalej być nie może. Czas na zmiany!”.

W jednych taka myśl uderza jak grom z jasnego nieba, a mnie skrobała po głowie i gniotła w tyłek przez kilka lat.

Zaczęło się od tego, że uświadomiłam sobie, słysząc kolejne już pytanie o powrót do pracy po urlopie macierzyńskim, że ja wcale nie chcę wracać na etat w urzędzie. Dlaczego? 

Ponieważ dotarło do mnie, że stagnacja zawodowa jest zbyt wysoką ceną za “przywilej” pracy na państwowym etacie.

I kiedy w końcu głośno przyznałam się do tego sama przed sobą, stwierdziłam, że pora wyjść ze swojej strefy komfortu i znaleźć pomysł na siebie. 

Ogromny wpływ na mój sposób myślenia o sobie i moim życiu miała lektura książki Kamili Rowińskiej “Buduj swoje życie odpowiedzialnie i zuchwale”. 

Zrozumiałam, że ja również zasługuję na wymarzoną pracę i nie muszę godzić się z twierdzeniem: “Jak się nie ma tego, co się lubi, wówczas lubi się to, co się ma”. Nie muszę i nie chcę.

Przejmij odpowiedzialność.

Skoro moje życie w 10% składa się z tego, co mi się przytrafia, a w 90% z tego, jak na to reaguję, postanowiłam zostać kreatorem zmian w moim życiu. W tabelce rozpisałam sobie za i przeciw pracy w urzędzie oraz rozpoczęcia działalności jako wirtualna asystentka. 

Wynik był wyrównany, ale myśl, że w końcu będę mogła robić coś, co daje mi satysfakcję, pozwoliła mi pokonać ostatnie wątpliwości. Ułożyłam sobie plan działania, w tym plan zabezpieczenia “poduszki finansowej” i przystąpiłam do jego wdrażania. 

Wszystko wydaje się niemożliwe, dopóki nie zostanie zrobione. 

Te słowa Nelsona Mandeli, to moje motto. Wiesz dlaczego? 

Kiedy dołączyłam do kursu dla wirtualnych asystentek, nie miałam pojęcia o tym jak funkcjonuje świat on-line. Dla mnie szczytem umiejętności komputerowych była obsługa pakietu MS Office, komunikatora Gadu-Gadu (pamiętasz go jeszcze?) i poczty mailowej. 

Nie znałam dostępnych narzędzi, nie wiedziałam nic o prowadzeniu biznesu, a tym bardziej biznesu on-line. Pamiętam, gdy na kursie była mowa o landing page. Za Chiny ludowe nie mogłam zrozumieć, jak to działa. A dziś? Sama takie strony tworzę. 

Piszę o tym, żeby pokazać Ci, że każdy kiedyś zaczynał. Nawet jeśli wydaje Ci się, że startujesz z niczym, nic nie umiesz i nie masz doświadczenia w biznesach, możesz zostać wirtualną asystentką.

Czy było mi łatwo?

Całkowite przebranżowienie wymaga motywacji, determinacji i chęci do nauki. Nie jest łatwe, ale możliwe. 

Do dziś pamiętam swoją  frustrację, gdy w każdym ogłoszeniu, które rzucało mi się w oczy,  klienci oczekiwali od wirtualnej asystentki umiejętności związanych marketingiem. A moja wiedza na ten temat ograniczała się do przekonania, że reklama dźwignią handlu. 

Jednak z czasem ta dziedzina mocno mnie zainteresowała. Czytałam i czytam o marketingu w ogóle, o marketingu internetowym, wiedziałam i wiem coraz więc. Biorę udział w kursach, dzięki którym poszerzam swoją wiedzę. Postanowiłam wyspecjalizować się w tym obszarze.

Jak zdobyłam pierwszych klientów?

Pierwsze zlecenie dostałam od koleżanki z kursu i był to research firm produkcyjnych na obszarze dane województwa. Na podstawie zebranych danych miałam przygotować zestawienie i skontaktować się z firmami w celu uzyskania zgody na przesłanie oferty. 

To jednak nie było, to co tygryski lubią najbardziej.

Potem nawiązałam współpracę z mentorką z kursu jako jej podwykonawca. Ta nieoceniona możliwość praktykowania pod okiem doświadczonej wirtualnej asystentki dała mi potężny zastrzyk pewności siebie.

Aż wreszcie zdobyłam się na odwagę, by pochwalić się na grupie swoim wpisem na LinkedIn. I napisała do mnie inna wirtualna asystentka, która poszukiwała dla siebie wsparcia. Nasza współpraca trwa do dziś i to jej zawdzięczam możliwość przejścia z etatu na własną działalność. 

Jaki z tego wniosek? Bądź otwarta na różne możliwości, nie bój się testować, mów o tym, co robisz, pokazuj, w czym jesteś dobra (na pewno w czymś jesteś). A klienci się pojawią. 

Kilka rad, jak zostać wirtualną asystentką

Sprawdź, czy to dla Ciebie

Przede wszystkim zastanów się, czy to zawód dla Ciebie. Zajrzyj do mojego wpisu, z którego dowiesz się, kim jest wirtualna asystentka i jakie zadania wykonuje.

Przejrzyj strony innych wa. Zobacz, co mają w swoich ofertach, a czego nie mają. Zastanów się, które swoje umiejętności lub doświadczenia mogłabyś wykorzystać w tej pracy.

Dowiedz się, jak najwięcej o tym zawodzie, by móc świadomie zdecydować, że chcesz w nim pracować. 

Poszukaj wsparcia 

Nie potrzebujesz żadnego certyfikatu, żeby zostać wirtualną asystentką. W zawodzie pracują dziewczyny, które nie ukończyły żadnego szkolenia na wirtualną asystentkę. Dziś w Internecie możesz znaleźć wszystkie niezbędne informacje. 

Jeśli jednak tak jak ja, chcesz zupełnie się przebranżowić, dobrze jest znaleźć mentora, który pomoże Ci przejść przez ten proces. Łatwiej jest, gdy ktoś przeprowadzi Cię za rękę przez drogę, którą sam przeszedł. 

Możesz kupić kurs lub skorzystać z konsultacji, lub programu mentoringowego. Myślę, że znajdziesz coś dla siebie. 

Nie poddawaj się

Pamiętaj, że nie od razu Rzym zbudowano. Zdobywanie klientów i doświadczenia musi potrwać. Jeśli jednak jesteś zdeterminowana i konsekwentnie będziesz promować się i szukać klientów, wreszcie ich znajdziesz i Twój własny biznes wirtualnej asystentki nabierze kształtów.

Wiedz też, że nie musisz działać solo. Jeśli nie czujesz się na siłach, by samodzielnie zdobywać klientów, możesz spróbować dołączyć do jednej z wielu agencji wirtualnych asystentek. 

Pamiętaj, że wszystkiego można się nauczyć 

Kiedy dołączałam, do kursu nie sądziłam, że w jego trakcie samodzielnie postawię własną stronę na WordPressie. Ja!!! Urzędniczka, która nawet nie wiedziała, co to jest WordPress!!!

Jeśli bardzo chcesz, wszystkiego się możesz nauczyć. A nauka jest nieodłącznym elementem zawodu wirtualnej asystentki. 


Mam nadzieję, że udało mi się zainspirować Cię i pokazać, że Ty również możesz zacząć działać w branży wirtualnej asysty. 

Jeśli znasz kogoś, komu ten wpis może pomóc w podjęciu decyzji, śmiało mu go udostępnij.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.